Kiedyś taki pomiar trzech pryzm to godzina wspinaczki z lustrem lub GPS w ręku. Efekt... 150-300 pomierzonych punktów - w zależności od kondycji i determinacji. Poza tym nuda.
A jak to może wyglądać dzisiaj? Podnosimy z ziemi drona, wykonujemy kilkadziesiąt zdjęć o odpowiednim pokryciu z niewielkiego pułapu. Zakładamy kilka-kilkanaście punktów kontrolnych i tyle pracy w terenie. Góra 20 minut. Później tylko troszkę więcej pracy przy komputerze.
Niby sumaryczna oszczędność czasu nie taka wielka ale co dostajemy w zamian? Okazuje się, że nasza wirtualna pryzma składa się z kilku-kilkudziesięciu tysięcy punktów, nawet najbardziej skomplikowana struktura jest wiernie oddana a dokładność pomiaru znacznie wyższa. Oprócz tego nie narażamy się na niebezpieczeństwo, praktycznie nie wstrzymujemy prac na terenie zakładu i mamy możliwość zaprezentowania klientowi wyników w efektownej postaci modelu 3D.
A jak to może wyglądać dzisiaj? Podnosimy z ziemi drona, wykonujemy kilkadziesiąt zdjęć o odpowiednim pokryciu z niewielkiego pułapu. Zakładamy kilka-kilkanaście punktów kontrolnych i tyle pracy w terenie. Góra 20 minut. Później tylko troszkę więcej pracy przy komputerze.
Niby sumaryczna oszczędność czasu nie taka wielka ale co dostajemy w zamian? Okazuje się, że nasza wirtualna pryzma składa się z kilku-kilkudziesięciu tysięcy punktów, nawet najbardziej skomplikowana struktura jest wiernie oddana a dokładność pomiaru znacznie wyższa. Oprócz tego nie narażamy się na niebezpieczeństwo, praktycznie nie wstrzymujemy prac na terenie zakładu i mamy możliwość zaprezentowania klientowi wyników w efektownej postaci modelu 3D.
Komentarze
Prześlij komentarz